Skip to content

Kazanie – 7. Niedziela po Trójcy Świętej – Zielona Góra / Kożuchów

Sierpień 11, 2011

Tekst Biblijny – J 6,30-35

(30) Rzekli tedy do niego: Jaki więc znak czynisz, abyśmy widzieli i uwierzyli tobie? Jakie dzieło wykonujesz? (31) Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Chleb z nieba dał im, aby jedli. (32) Wtedy rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. (33) Albowiem chleb Boży to ten, który z nieba zstępuje i daje światu żywot. (34) Wtedy rzekli do niego: Panie! Dawaj nam zawsze tego chleba! (35) Odpowiedział im Jezus: Ja jestem chlebem żywota; kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie.

Kazanie

Siostry i bracia w Jezusie Chrystusie.

Jeśli przyjrzymy się najważniejszym wydarzeniom Starego i Nowego Testamentu, a także ich wpływowi na późniejszą praktykę liturgiczną, to moglibyśmy dojść do przekonania, że Pismo Święte jest księgą chleba. Na pamiątkę wyjścia z Egiptu żydzi spożywają ucztę paschalną, w której bardzo ważne miejsce zajmuje chleb – maca. My jako chrześcijanie na pamiątkę odkupienia spożywamy także chleb w Komunii świętej. Wieczerza Pańska stała się nową ucztą paschalną. Dla nas chrześcijan pozostawiony przez Chrystusa Sakrament jest sprawowaną na jego pamiątkę ucztą, w której posila nas ciałem i krwią.

Jezus ustanawiając Sakrament Ołtarza, Eucharystię wiedział jak ważne dla nas ludzi są znaki. Tylko, że słuchający Jezusa nad Morzem Galilejskim chcieli spektakularnych, bardzo konkretnych znaków. Oni spodziewali się proroka, który wypełni potrzeby ich ciała. Lecz jak już czytamy w 5Mż a później powtarza to Jezus w Ewangelii człowiek nie samym chlebem żyje. Zastanówmy się czy i my w naszych potrzebach, naszych prośbach, które kierujemy do Boga wybiegamy ponad prośby doczesne i dobra materialne. Czy w ogóle jest w nas potrzeba by otrzymać dobra duchowe i wieczne?

Panie dawaj nam zawsze tego chleba

Drodzy!

W latach 80-tych ubiegłego wieku gdy w Etiopii panował wielki głód przybył tam biskup z Anglii, który przywiózł ze sobą pomoc humanitarną. Kiedy wylądował helikopterem czekali na niego zmęczeni i wygłodniali ludzie oczekujący na to, że chociaż część z tej pomocy do nich trafi. Gdy biskup wysiadł podbiegł do niego mały chłopiec i chwycił go za rękę. Chłopiec nie znał angielskiego więc pokazał tylko palcem na usta, a chwyciwszy rękę biskupa pogłaskał się nią po policzku. Chłopiec ten nie posiadał rodziny, był zagubiony i głodny. W swych późniejszych wspomnieniach ów biskup pisał, że w tych dwóch prostych gestach chłopiec pokazał dwa fundamentalne głody człowieka : głód chleba i głód miłości.

Głód chleba jest głodem ciała, a głód miłości jest głodem duszy. Fragment historii, który dzisiaj rozważamy dzieje się nad Morzem Galilejskim, gdzie Jezus nakarmił 5000 ludzi. Jezus rozpoczyna od troski o ludzkie ciało. Kiedy Jezus dokonuje cudu lud entuzjastycznie rozpoznaje w nim proroka. Im jednak bardziej Jezus akcentuje duchową stronę medalu tym większe zgorszenie, tym więcej odejść. Ta historia ukazuje nam wiele prawd i wiele wskazówek. Ludzie im mniej muszą się w coś angażować tym bardziej im się to podoba. Kiedy człowiek jest głodny nie jest wybredny, jak to ujął Horacy: „głodny żołądek rzadko gardzi pospolitym jadłem”.

W czasie modlitwy Pańskiej wołamy chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. W swym wytłumaczeniu tej prośby ks. Marcin Luter w Małym Katechizmie napisał, że chleb powszedni to: „Wszystko, co do wyżywienia ciała i zaspokojenia jego potrzeb należy, jako to: pokarm, napój, odzienie, obuwie, dom, gospodarstwo, rola, bydło, pieniądze, mienie, pobożne małżeństwo, pobożne dzieci, pobożni domownicy, pobożna i wierna zwierzchność, dobry rząd, dobra pogoda, pokój, zdrowie, karność, uczciwość, dobrzy przyjaciele, wierni sąsiedzi i tym podobne.”. Większość z tych rzeczy to potrzeby także ludzi niewierzących. Po prostu to potrzeby ludzi. A jakie dla nas ludzi wierzących powinny być dodatkowe potrzeby?

Jezus chce nam dać pokarm, który wypełni potrzebę miłości, miłości której oczekujemy od Boga. Pod chlebem i winem, więc naturalnym pokarmem daje prawdziwie ciało i krew – a więc pokarm nadnaturalny. Ustanawiając Wieczerzę Pańską nazywaną po łacinie komunią – więc wspólnotą, czy z greckiego eucharystią – więc dziękczynieniem, Jezus zatroszczył się o nasze dusze. Ale czy one szczerze wołają „Panie dawaj nam zawsze tego chleba”.

Ciało prawdziwe

Jeśli już mówimy o Wieczerzy to musimy się zastanowić czym ona jest. Pojawiają się interpretacje, że mowa Jezusa o ciele była mową symboliczną, ze mówiąc o ciele miał na myśli duchową społeczność taką jaką jest Kościół. Ewangeliści Mateusz, Marek i Łukasz cytując używane przez Jezusa słowo ciało używają greckiego terminu sōma – ciało. Słowo to rzeczywiście ma szerokie znaczenie. Jednak w Ewangelii według św. Jana znajdziemy słowo sarx – oznaczające ciało w znaczeniu mięso. Słowo to znajdziemy już w 1. Mż – w Księdze Rodzaju, w tzw drugim opisie stworzenia, gdzie Bóg wyrwał mężczyźnie żebro i zapełnił je ciałem. W greckim tłumaczeniu Starego Testamentu występuje wielokrotnie oznaczając ciało w fizycznym znaczeniu. Czemu Jan używa tak dosadnego słowa? Myślę, że Janowi zależało by nie było wątpliwości, że eucharystyczny chleb jest prawdziwym ciałem Jezusa Chrystusa.

To czy w Wieczerzy Pańskiej Chrystus obecny jest prawdziwie czy symbolicznie zajmowało chrześcijaństwo od wieków. Przełożyło to się bardzo boleśnie na podział obozu reformacyjnego. Jeśli popatrzymy na wyznania chrześcijańskie to zarówno rzymscy katolicy, jak i prawosławni, starokatolicy, starożytne kościoły wschodu, jak i my luteranie, a w pewnym sensie także i metodyści wierzą, że w Sakramencie Ołtarza przyjmujemy ciało i krew Chrystusa.

Stąd często w stosunku do nas ewangelików pojawia się zarzut, że w kwestii Sakramentów jesteśmy bardziej rzymsko katoliccy niż protestanccy. Jednak dla naszej ewangelickiej tożsamości nie powinno być to istotne. Dla nas istotne powinno być to czy to w co wierzymy i to co praktykujemy nie stoi w sprzeczności z Pismem Świętym. Tym samym jeśli za Małym Katechizmem wyznajemy, że Sakrament Ołtarza to prawdziwe ciało i prawdziwa krew Pana naszego Jezusa Chrystusa, pod chlebem i winem nam chrześcijanom do spożywania i picia przez samego Chrystusa ustanowione to nie dlatego, że w XVI wieku Luter pokłócił się z Zwinglim, ale dlatego, ze taką naukę wyciągamy z Pisma Świętego. Bardzo ważne jest aby swoją tożsamość budować nie na uprzedzeniach a na prawdzie ewangelii, niezależnie od tego jakie łatki chcą nam dać ludzie.

Świadomość, że przyjmujemy prawdziwe ciało i krew Chrystusa powinna wywoływać w nas z jednej strony poczucie niesamowitej mistyki i tajemnicy, z drugiej niesamowitą radość, że nasz zbawiciel Jezus Chrystus aż tak blisko pragnie być z nami zespolony. Ten, który nad Morzem Galilejskim nakarmił tysiące zwykłym chlebem teraz karmi chlebem życia miliony chrześcijan na całym świecie.

Chleb żywota

Każdy z nas wie jak wygląda chleb. Każdy też wie, że jeśli się nim najemy to zapełnimy głód, który odczuwa nasze ciało. A co dzieje się z naszą duszą gdy przyjmiemy komunijny chleb życia? Czy mamy takie momenty, że po przyjęciu Sakramentu Ołtarza nic nie odczuwamy? Czy nie powstaje w nas pytanie – jeśli rzeczywiście jest to ciało i krew Pana, to czemu nie odczuwam tego? Czy to defekt Sakramentu, a może mnie samego? Od czego zależy ważność a od czego skuteczność Sakramentu?

My ewangelicy wierzymy, że Sakrament jest ważny i jest ważnie i prawdziwie rozdzielany niezależnie od godności rozdzielającego, jak też i od tego kto go przyjmuje. Jednak ważność nie idzie w parze ze skutecznością. Ziarno wrzucone do suchej ziemi nie wyda plonu. Tak samo jak podlanie wodą samej ziemi nie spowoduje, że coś nam wyrośnie. Jest to bardzo prosta zasada, która do zrozumienia nie wymaga wielkiego ogrodniczego czy rolniczego doświadczenia. Podobnie jest z Sakramentami. Sakrament jest nasionem, które dostajemy od Boga. Bóg daje nam też konewkę z wodą – a więc z wiarą. Nie weźniemy jednak tej konewki jeśli nasze ręce będą zajęte. Musimy więc najpierw uwolnić swoje ręce – a więc duszę naszą z grzechów przez spowiedź, aby potem chwycić za konewkę wiary i podlewać ziarno Sakramentu. I pielęgnować, pielęgnować z całym oddaniem. Ale nie poprzestawać na jednym ziarnku. Jeśli mamy duży ogród to trochę smutno wyglądałby z jedną rośliną. Pragnijmy zapełnić ogród naszej duszy. Aby ten ogród był jak najpiękniejszy. Abyśmy jak najmniej wstydu mieli w sobie wiedząc, że Bóg na ten ogród patrzy.

Siostry i bracia w Jezusie Chrystusie.

Nie wstydźmy się przed Bogiem, że pragniemy i łakniemy, że dusza nasza potrzebuje Boga, Boga żywego. Wczoraj w naszym liturgicznym kalendarzu mieliśmy święto Przemieniania Pańskiego. Niech poprzez nasz kontakt z chlebem życia przemienia się także nasza dusza, niech rozkwita pięknem Bożej chwały. Niech Boża chwała objawia się w naszym życiu. Niech Chrystus, który ofiaruje się nam jako chleb żywota stanie się naszym chlebem powszednim, ale nie spowszedniałym, ale takim którego każdego dnia będziemy pragnąć z potrzeby duszy i wyczekiwać jak stróże poranka.

AMEN

 

Stud. Teol. Jakub J. Retmaniak

Strona w budowie

Sierpień 5, 2011

Strona Parafii Aktualnie jest w przebudowie

Kazanie na Wigilię Narodzenia Pańskiego

Grudzień 24, 2010

Tytus 2,11-15
(11) Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi, (12) nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli, (13) oczekując błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa, (14) który dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach. (15) To mów i tak napominaj, i tak strofuj z całą powagą. Niechaj cię nikt nie lekceważy.Tytus 2,11-15.

Drogie Siostry i Bracia w Chrystusie, na początku dzisiejszego wigilijnego kazania pragnę wyrazić moją szczerą radość, że przybyliście do naszej świątyni aby razem z nami wszystkimi świętować radość z narodzin Pana Jezusa. Naprawdę cieszę się z każdej i z każdego z Was, że tu jesteście. Ale mimo obawy, że kogoś z Was zniechęcę, albo skrzywdzę, muszę Wam zadać pytanie, które może Was zranić! Obligują mnie do tego ostatnie słowa dzisiejszego tekstu: To mów i tak napominaj, i tak strofuj z całą powagą. Niechaj cię nikt nie lekceważy. Jest to tak ważne pytanie dla dzisiejszego tekstu, że muszę je zadać! Dlaczego dzisiaj tu przyszliście, co wami kierowało, jakie były wasze motywy? Jest to intymne pytanie, ale wszyscy musicie sobie na nie odpowiedzieć. Nie głośno i publicznie, lecz w swoich sercach, tak aby odpowiedź usłyszał Pan Bóg. Dlaczego to pytanie jest tak ważne? Krótki przykład. W jednej z zielonogórskich szkół podstawowych katechetka opowiadała dzieciom na lekcji o znaczeniu Świąt Bożego narodzenia. Na koniec lekcji dzieci miały narysować na co czekają w wigilię Bożego narodzenia. Katechetka spodziewała się, że dzieci narysują Pana Jezusa w stajence leżącego w żłóbku. Jakież było jej zaskoczenie, kiedy na rysunku zobaczyła choinkę i nie rozpakowane prezenty! Dzieci są bardzo szczere i poprzez rysunki wyraziły to co naprawdę myślą. Dla tych dzieci w Świętach Bożego Narodzenia najważniejsze były prezenty, a nie narodziny Pana Jezusa! Myślę, że u wielu dorosłych jest podobnie, tylko nie chcą się do tego przyznać. Być może nie chodzi nam tak jak dzieciom o prezenty, ale dla wielu dorosłych Święta Bożego Narodzenia to okazja do przeżycia czegoś wzniosłego! Pięknego, niepowtarzalnego wieczoru przeżytego w gronie najbliższych z kolędami, tradycyjnymi potrawami, z niepowtarzalnym nastrojem. Mało kto zadaje sobie pytanie podczas tego wieczoru o cel Bożego Narodzenia. Mało kto pyta dlaczego Pan Jezus, który jest Synem Bożym przyszedł na świat? Po prostu cieszymy się z tego, ale się nad tym nie zastanawiamy. Tymczasem musimy zadać sobie pytanie: Dlaczego Pan Jezus narodził się w Betlejemie. Dlaczego Bóg przyszedł jako człowiek na świat! Czy po to aby dać nam okazje do radosnego wieczoru, aby dać możliwość stworzenia przepięknych religijnych pieśni nazywanych kolędami, albo abyśmy mieli możliwość zasiąść do wspólnego stołu z najbliższymi? Oczywiście, że nie. Więc dlaczego? Apostoł Paweł w liście do Tytusa, którego fragment słyszeliśmy bardzo jasno ukazuje ten cel. W słowach apostoła Pawła odkrywamy istotę świąt Bożego Narodzenia. W jego słowach jest zawarta cała ewangelia. Na początku słyszymy, że objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi. Ta łaską Bożą zbawienną dla wszystkich ludzi, objawioną pasterzom czuwającym w polu, jest narodzenie Pana Jezusa w Betlejem. Chór aniołów w dzisiejszej ewangelii zwanej godową wołał: Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu, gdyż dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowym. A to będzie dla was znakiem: Znajdziecie niemowlątko owinięte w pieluszki i położone w żłobie. Natomiast w końcowej części dzisiejszego słowa apostoł Paweł pokazuje cel objawienia się Jezusa Chrystusa: dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach. Widzimy więc wyraźnie, że świąt Bożego Narodzenia nie można oderwać od Wielkiego Piątku i Wielkiej nocy. Boże Narodzenie było początkiem drogi na Golgotę, a później do zmartwychwstania! Jezus Chrystus narodził się w Betlejemie, aby umrzeć za nas na Golgocie! Uczynił to, aby nas uczynić swoją świętą własnością, aby wierzący stanowili Jego wybrany lud! Tak więc prawdziwa radość Bożego Narodzenia płynie z faktu, że Bóg nas kocha i przychodzi na świata, aby oddać za nas życie. Ale przychodzi, żeby nas zmienić. Abyśmy z grzesznych egoistycznych ludzi stali się Jego ludem, żyjącym dla Niego. Dlatego tak ważne jest, aby Pan Jezus Chrystus narodził się nie tylko w Betlejemie, ale przede wszystkim w naszych sercach. Jeżeli świętowanie Bożego Narodzenia ograniczymy do emocjonalnych przeżyć tego dzisiejszego szczególnego wieczoru, to po świętach nadal będzie nam brakowało Jego miłości i pokoju! Cóż więc mamy czynić? Apostoł Paweł napisał o tym Tytusowi i nam: abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli, (13) oczekując błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa. Prawdziwe świętowanie Bożego Narodzenia, to otwarcie naszych serc dla Niego, to otwarcie się na Jego słowo i naukę. To pokorne przyjęcie Jego drogi i życie w świętości i pobożności, a nie w bezbożności i światowych pożądliwościach. Prawdziwe świętowanie Bożego Narodzenia ma miejsce wtedy, kiedy mam świadomość, że Syn Boży, Jezus Chrystus narodził się i żyje w moim sercu. Amen.

Kazanie na Wielki Piątek

Kwiecień 2, 2010

„I dlatego (Chrystus) jest pośrednikiem nowego przymierza, ażeby gdy poniesiona została śmierć dla odkupienia przestępstw popełnionych za pierwszego przymierza, ci, którzy są powołani, otrzymali obiecane dziedzictwo wieczne.
Obecnie objawił się On raz u schyłku wieków dla zgładzenia grzechu przez ofiarowanie samego siebie. A jak postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd, tak i Chrystus, raz ofiarowany, aby zgładzić grzechy wielu, drugi raz ukaże się nie z powodu grzechu, lecz ku zbawieniu tym, którzy Go oczekują.”
Hebr. 9,15.26b-28.

Drogie Siostry i Bracia w Chrystusie Jezusie, Panu naszym, obchodzimy dzisiaj Wielki Piątek, największe święto Kościoła Ewangelicko – Augsburskiego, przypominające nam o krzyżowej śmierci naszego Zbawiciela i Pana, Jezusa Chrystusa.

Nasze nabożeństwo rozpoczęliśmy pieśnią i słowami: „Na Golgotę duszo śpiesz, stań pod krzyżem Zbawiciela.” (127,1) Zachęceni tą pieśnią idziemy w duchu na górę Golgoty, gdzie widzimy krzyż Chrystusa. Patrząc na niego, jeszcze raz słyszymy słowa historii męki Pańskiej. Widzimy Chrystusa idącego pod górę, dźwigającego Swój krzyż. Na skroniach ma koronę z cierni uplecioną przez żołnierzy dla okrutnego żartu, która raniąc skronie powoduje ból. Widzimy jak oprawcy przykładają do dłoni Zbawiciela ogromne gwoździe, które przebijają jego ręce. Słyszymy krzyk bólu męczonego Bożego Syna. Wreszcie krzyż wznosi się w górę, ale to nie koniec cierpienia, lecz kolejne stadium, gdyż ciężar ciała powoduje wyduszanie resztek powietrza z płuc. Chrystus cierpi niewyobrażenie. A wokoło rozlegają się głosy pełne drwiny i okrucieństwa: „Jeżeli jesteś Synem Bożym zstąp z krzyża a uwierzymy w Ciebie!” Drwią żołnierze, drwią oprawcy, zebrany wokoło tłum żądny sensacji, oraz jeden z przestępców obok ukrzyżowany. Do bólu fizycznego, do hańby ukrzyżowanego, dołącza się ból psychiczny. On ich ukochał, a oni Go krzyżują i wyśmiewają.

Kiedy sobie to wszystko uświadomimy, to musimy zadać sobie pytanie: „Dlaczego? Dlaczego Chrystus tak cierpi? Czy Pan Bóg, który jest Wszechmogący nie może Mu pomóc? Dlaczego Pan Bóg dopuścił do tego? Dlaczego Pan Jezus nie okaże Swojej boskiej mocy i nie zstąpi z krzyża, aby przerwać niezasłużone cierpienie i zamknąć usta drwiących z Niego ludzi?”
Są to pytania płynące z ludzkiego serca, serca, które jednak kocha Zbawiciela. Podobnie mówił sam apostoł Piotr, kiedy Pan Jezus zapowiadał mu Swoją śmierć. Piotr powiedział wówczas: „Miej litość nad Sobą Panie, nie przyjdzie to na Ciebie!” Piotr i pozostali apostołowie nie rozumieli konieczności Krzyża. Czasem i my tego do końca nie rozumiemy. A przecież sam Pan Jezus mówi podczas aresztowania do Piotra: „Czy myślisz, że nie mógłbym prosić Ojca mego, a On wystawiłby Mi teraz więcej niż dwanaście legionów aniołów? Ale jak by wtedy wypełniły się Pisma, że tak się stać musi?” Mateusz 26,53-54. Zadajmy, więc sobie dzisiaj pytanie i poszukajmy na nie odpowiedzi: „Dlaczego więc Pan Bóg dopuszcza do Krzyża?”

Odpowiedź znajdujemy w dzisiejszym Słowie z Listu do Hebrajczyków. Autor kieruje nasze oczy na przymierza zawarte przez Pana Boga z ludźmi. Pierwsze przymierze zawarte z narodem Izraelskim, potwierdzone obrzezaniem, dawało ludziom Boże prawo, przykazania, a wraz z nimi obietnicę: „Kto wypełni zakon, przezeń żyć będzie.” Niestety, grzech Adama i Ewy pozostawił w nas swój ślad. Tak jak oni, tak i wszyscy ludzie, którzy żyli, żyją i żyć będą są skalani przez grzech. Ludzkie serca, nasze serca są skalane przez brak posłuszeństwa, zaufania i miłości do Pana Boga. Brak nam miłości, wiary i posłuszeństwa, aby nie grzeszyć. Dlatego przymierze Starego Testamentu dawało możliwość żalu za grzechy i składania ofiary pojednania za popełnione grzechy. Izraelita pokutując mógł złożyć ofiarę za swoje winy i składając ofiarę miał sobie uświadomić, że ofiarowane zwierze umiera za niego. Niestety Izraelici nie zrozumieli tego daru. Świątynia Jerozolimska spływała krwią ofiarnych zwierząt, ale serca ludzkie się nie zmieniały. Ludzie składali ofiary i nadal grzeszyli. Dlatego Pan Bóg mówi: „Nie chciałeś ofiar krwawych i darów, aleś ciało dla Mnie przysposobił; nie upodobałeś sobie w całopaleniach i ofiarach za grzechy.” Hebr. 10,5-6. Ofiary za grzechy były bezsilne wobec ludzkiego serca i nie potrafiły skłonić człowieka do pokuty i miłości do Boga.

Dlatego Pan Bóg zawiera z nami nowe przymierze, którego pośrednikiem jest Pan Jezus Chrystus. Pan Bóg sam pragnie zbawić człowieka. Ponieważ Boże prawo mówi: „karą za grzech jest śmierć”, dlatego Pan Bóg przyjmuje tą karę na Siebie. Tam gdzie ofiary były bezsilne wkracza Pan Bóg z doskonałą ofiarą, z Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata, a tym Barankiem jest pan Jezus Chrystus. Aby zadośćuczynić żądaniom zakonu i sprawiedliwości musi być poniesiona kara. Ale złożona ofiara musi być doskonała, sama nie może mieć grzechu. Dlatego Pan Jezus przychodzi na świat, jest poddany takim samym doświadczeniom jak inni ludzie, aby okazał się doskonały, bez grzechu. Jego życie jest świadectwem pełnego posłuszeństwa i miłości. Nawet ci, którzy Go oskarżali przed Arcykapłanami i przed Poncjuszem Piłatem musieli sięgnąć po fałszywe oskarżenia, gdyż nikt nie mógł niczego zarzucić naszemu Zbawicielowi, był, bowiem bez grzechu. Baranek Boży, niewinny i nieskalany. Chrystus zostaje ofiarowany za nasze grzechy. Dobitnie nam to uświadamia prorok Izajasz: „My mniemaliśmy, że jest zraniony, przez Boga zbity i umęczony, lecz On zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a Jego ranami jesteśmy uleczeni. Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pan Jego dotknął karą za winę nas wszystkich” Izajasz 52,4-6.

Mówi o tym również przepiękna pieśń zatytułowana Golgoto:
„To nie gwoździe Cię przebiły, lecz mój grzech! To nie ludzie Cię skrzywdzili, lecz mój grzech. To nie gwoździe Cię trzymały, lecz mój grzech.”

Tak, więc to my jesteśmy odpowiedzialni za cierpienie Pana Jezusa. On umiera za nas, za nasze grzechu, które Go krzyżują, każdy nasz grzech to kolejne cierpienie Zbawiciela. On umarł, abym ja mógł żyć, On cierpiał abym ja dostąpił zbawienia. Czy to sobie uświadamiamy?

Czy ofiara krzyżowa Jezusa Chrystusa nie zachęca nas do wiary, do posłuszeństwa?

Chciałbym podzielić się jeszcze obrazem, który kiedyś usłyszałem, i który do mnie przemówił. Był pewien chłopiec, który bardzo często okazywał nieposłuszeństwo swojemu ojcu. Za swoje przewinienia był karany, ale to nie zmieniało jego zachowania. Pewnego razu, gdy szczególnie ciężko przewinił, jego ojciec podszedł do niego zdjął pas i zaczął bić samego siebie, z tak wielką siłą, że na plecach pojawiły się ślady, a w oczach łzy. Wówczas chłopiec przypadł do cierpiącego ojca i z płaczem zapytał: dlaczego się bijesz? Ojciec odpowiedział: bo ty byłeś nieposłuszny i powinieneś ponieść karę, ale zbyt Cię kocham i nie mam siły ciebie karać, więc biję siebie. Ten dowód ojcowskiej miłości zmienił serce niegrzecznego chłopca.

Czy krzyż Chrystusa zmieni nasze serca? Czy męka Chrystusa uświadamia nam wielką Bożą miłość? Wielki Piątek stawia nam przed oczami cierpiącego Chrystusa i woła, abyśmy się upamiętali, abyśmy uświadomili sobie, że Pan Jezus, aby nie karać nas ukarał samego siebie. Przez Jego mękę jesteśmy usprawiedliwieni, przez krzyż Chrystusa mamy dostęp do łaski i zbawienia. Dlatego dzisiejsze słowo na koniec mówi do nas: „Tak i Chrystus, raz ofiarowany, aby zgładzić grzechy wielu, drugi raz ukaże się nie z powodu grzechu, lecz ku zbawieniu tym, którzy Go oczekują.”
Amen.
Dariusz Lik